Kochani ,

podsumowując rok 2016 ... Był to rok bardzo intensywny . Zeszlismy z diety ketognnej. Niestety. Bo choć oczywiście dawała efekty, to było tyle kryzysów, że nie podołaliśmy dalej . Bywało tak, że Matus przez dwa tygodnie prawie nic nie jadł, zwyczajnie miał dosyć tych tłuszczy - i wcale się nie dziwię . Wdrożyliśmy leczenie medyczną marihuaną. Bylismy w klinice Schon w Niemczech . Wprowadziliśmy nowy lek Phenhydan, który reguralnie sprowadzamy z Niemczech . A tuż pod koniec roku zdecydowaliśmy się na zastosowanie kurkumy - suplementu oczywiście a nie przyprawy . Tak jak wcześniej wspomniałam, to był bardzo intensywny rok, a za razem niezwykle ciężki dla Matusia, no i dla nas. Ja się nie poddałam i cały czas wierzę w moc medycznej marihuany. I wiecie co? Coś zaczyna się dziać. Pozytywnego oczywiście! Święta jak to święta, parę grzeszków nam się zdarzyło. A to na przykład Matuś poszedł późnej spać i i proszę bardzo, efekt w postaci ataków gotowy. Zresztą, zawsze tak się dzieje, jeśli coś jest inaczej niż zwykle. Dlatego tak ważna jest w naszym życiu regularność . Ale święta minęły jak zwykle szybko, a po nich Mati jak nowonarodzony! Z 15 ataków dziennie, nagle ich ilość spadła do 1. Do tego pojawił się apetyt, świetny humor, a buzia mu się nie zamyka. Jak to się mówi: po każdej burzy przychodzi słońce. Mam nadzieję, że dla nas właśnie wyszło i zaczyna świecić. Tak kończymy rok i tak sobie życzymy, żeby zacząć kolejny! Dziękujemy Wam że byliście z nami. Za pomoc i za każde dobre słowo. Wam również życzymy samych słonecznych dni! I zdówka oczywiście!