Za nami dwie doby w leszczyńskim szpitalu .
We wtorek po godzinie 23 Matuś dostał serie ataków , których nie mogliśmy sami opanować. Podaliśmy wlewkę i zero reakcji , napady dalej się utrzymywały . Zadzwoniliśmy po pogotowie i zabrali nas na oddział , badanie krwi w tej nocy , kroplówka i obserwacja . Na szczęście Mati szybko się regeneruje i po konsultacji neurologicznej wracamy do domu .
Nie wiemy co mogło być przyczyną takiego stanu , tym bardziej że przez ostatnie dni Matuś czuł się naprawdę rewelacyjnie .
A jaki apetyt ma nasz niejadek  ... Kasza z sosem i mięskiem - pychtka - prawie by zabrakło.