Ostatnie tygodnie były dla naszego Mateuszka bardzo trudne. Z tygodnia na tydzień zaczęły nasilać się ataki. Sytuacja podobna do tej sprzed dwóch lat, kiedy Mateusz wpadł w stan padaczkowy. Też był marzec. Może zmiana pogody, zmiana ciśnienia miała wpływ - tego nie wiemy. Liczba ataków epileptycznych wzrosła do kilkudziesięciu. W wyniku ataków Mateusz wielokrotnie upadał na podłogę, co doprowadziło do licznych siniaków oraz osłabienia organizmu. W konsekwencji Mateusz nosi kask. Skonsultowaliśmy się z homeopatą , który jako ostatni wprowadzał zmiany w leczeniu Mateusza. Lekarz natychmiast nakazał odstawić granulki homeopatyczne. 
Niestety to nie pomogło. Ponadto zwiększyliśmy dawkę fenytoiny, dzięki której liczba ataków stopniowo maleje. Z około 50  atakow dziennie, liczba spadła do ok.10. Niestety fenytoina uszkadza wątrobę, ale jest to jedyny lek, na który Mateusz reaguje. Reasumując podjęta próba leczenia homeopatycznego nie powiodła się. Homeopata proponuje wprowadzić  inne leki, a my stoimy przed dylematem, czy zaufać po raz kolejny
czy nie.